"
19 stycznia 1945 roku, w hitlerowskim obozie dla dzieci
i młodzieży przy
ul. Przemysłowej w Łodzi wybuchła panika
wśród małych więźniów na wieść o spaleniu Radogoszcza. Wszystkie
dzieci stłoczono w budynkach nr 51 i 54. Kiedy zakazano opuszczania
pomieszczeń, niektórzy usiłowali wydostać się przez okna, inni
wciągali ich z powrotem do środka. Wokół budynków krzątali się
esesmani z pojemnikami. Jedni więźniowie krzyczeli i płakali,
inni pozostawali obojętni na wszystko, co się wokół nich działo.
Wszyscy jednak przeczuwali najgorsze. Obiadu w tym dniu nie
wydano. Minuty ciągnęły się w nieskończoność. Dopiero około
godziny 14.00 na drodze powstało zamieszanie. Ze wszystkich
stron biegli esesmani z bronią w ręku, zajmowali miejsce w oczekujących samochodach. Nagle samochody ruszyły i opuściły obóz. Zapanowała
cisza. Po jakimś czasie kilku więźniów wyszło niepewnie, żeby
sprawdzić, czy załoga opuściła obóz. W kilka minut później obóz
obiegła wiadomość, że
nadeszła wolność. Kto tylko mógł
opuszczał bloki i natychmiast cała gromada dzieci-widm wysypała
się z obozu."
Ten opis pierwszych chwil wolności z
jedynej monografii obozu
przy ul. Przemysłowej w Łodzi
autorstwa Józefa Witkowskiego
nie oddaje tego, co działo się w małych sercach tych, którzy
przeżyli tragedię i koszmar swego życia w tak młodym wieku.
*Pęknięte Serce*

Jest ciepłe wiosenne popołudnie. W parku im. Szarych Szeregów
w Łodzi wszystkie ławki są pozajmowane. Młoda kobieta kołysząca
stojący obok niej wózek wystawia twarz do słońca. Starszy
pan w ciemnych okularach leniwym ruchem wyciąga z podręcznej
torby książkę, by za moment zatopić się w jej lekturze. Z
pobliskiego boiska szkolnego dobiegają odgłosy gry w piłkę
nożną. Drobna dziewczyna o rudych włosach wolnym krokiem podąża
w kierunku pomnika stojącego na kamienistym placu. Ania
Wosik, była uczennica Szkoły Podstawowej nr 81 im. Bohaterskich
Dzieci Łodzi mieszczącej się nieopodal parku, zatrzymuje się
przy zniczu i pamiątkowej tablicy umieszczonej przed pomnikiem.
Odebrano Wam życie, dziś dajemy Wam tylko pamięć
– czyta napis umieszczony na płycie. Po chwili milczenia
wskazuje na pomnik. To Pomnik Martyrologii Dzieci, zwany
potocznie pomnikiem „Pękniętego Serca”. Ten, kto
zna straszną historię tego miejsca na pewno nie przejdzie
obok niego obojętnie. Szkoda tylko, że tak niewielu orientuje
się, co tu się działo 60 lat temu – stwierdza ze
smutkiem Ania, spoglądając w stronę ludzi w parku. Czy
widok tego serca nie skłania do refleksji? – pyta.
Pomnik przedstawia wykonane z metalizowanego betonu, wysokie
na 8 metrów, pęknięte serce matki, w którego szczelinie
widać zwielokrotnioną postać odwróconego, wychudzonego dziecka.
Z inicjatywą jego budowy wyszli wychowankowie Ośrodka Szkolno
– Wychowawczego dla Dzieci Głuchych w Przemyślu. 9
maja 1971 roku, w 26. rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem,
nastąpiło uroczyste odsłonięcie pomnika projektu Jadwigi
Janus i Ludwika Mackiewicza. Ideę pomnika wyrażają słowa
zawarte w akcie erekcyjnym:
"Niech przekaże przyszłym pokoleniom
nasze wspólne wołanie: nigdy więcej wojny, nigdy więcej obozów"”
Ten pomnik upamiętnia martyrologię dzieci osadzonych podczas
II wojny światowej w obozie koncentracyjnym, który znajdował
się na terenie tego parku – mówi Ania.
Tu widać
symboliczne fragmenty murów postawionych na jego granicach.
A tam znajduje się dom, w którym mieściła się administracja
obozu. Pokazuje obiekty i odchodzi w kierunku swojej „podstawówki”.
Szkoła Podstawowa nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi przyjęła
to imię 1 czerwca 1966 roku na cześć dzieci pomordowanych w
obozie.
Jestem niezmiernie dumna, że mogę być dyrektorem
tej placówki - mówi pani Bożena Będzińska-Wosik.
Uważam,
że pielęgnowanie pamięci tragedii dzieci z hitlerowskiego obozu
przy ulicy Przemysłowej w Łodzi jest moralnym obowiązkiem, zarówno
moim jak i innych dyrektorów, nauczycieli i młodzieży łódzkich
szkół, a zwłaszcza placówek położonych na terenie obficie zroszonym
łzami i krwią tysięcy polskich dzieci, które jak mówi poeta...
..."Przemierzyły po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg"
Obóz koncentracyjny dla małoletnich Polaków w Łodzi znajdował
się w rejonie ulic: Przemysłowej, Górniczej, Brackiej i Plater.
Utworzono go jesienią 1942 r. zgodnie z rozkazem Reichsfeuhrera
SS. Urzędowa nazwa obozu: Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei
in Litzmannstadt – prewencyjny obóz policji bezpieczeństwa
dla młodzieży polskiej w Łodzi, stworzona została na użytek
zewnętrzny i pozorowała, że obóz ma charakter zapobiegawczy
i, że chodzi o wychowanie dzieci. Rzeczywistość była jednak
inna.
To miejsce miało charakter wyniszczający, a regulaminem
oraz warunkami bytowania niczym nie różniło się od obozów koncentracyjnych
dla dorosłych, z tym, że wyżywienie w obozie łódzkim było gorsze.
Zastosowano w nim najtańszy i niewymagający nakładów inwestycyjnych
środek skutecznego wyniszczenia – głód - opowiada
pani dyrektor.
Obóz stanowił obiekt zamknięty. Ze wszystkich stron otaczało
go getto żydowskie. Jedynie od strony bramy głównej przy
ul. Przemysłowej łączył się z miastem. Był opasany płotem i
trzymetrowym, wysokim murem, zakończonym zasiekami z kolczastego
drutu. W rogach ogrodzenia stały wieże strażnicze z reflektorami
i karabinami maszynowymi. Obóz miał plac apelowy, bloki i baraki
dla więźniów, blok karny i karcer. Teren był podzielony na dwie
części – chłopięcą i dziewczęcą, w których więziono młodzież
od ósmego do szesnastego roku życia. Na terenie przeznaczonym
dla dziewcząt
więziono także dzieci w wieku od 2 do 8 lat.
Zwykły dzień w obozie rozpoczynał się o 6 rano a kończył
o 22.00. Dzieci szyły na potrzeby Wehrmachtu chlebaki, tornistry,
żołnierskie pasy, wyplatały ze słomy maty i kosze. Robiły też
i naprawiały obuwie z filcu. Pracowały w warsztatach iglarskich,
gdzie prostowały igły tkackie, przy kopaniu rowów i walcowaniu
dróg. Miejsce dziewcząt było w pralni, szwalni i kuchni.
Do obozu kierowano dzieci i młodzież za różne drobne
przewinienia wobec okupanta oraz dzieci bezdomne i pozbawione
opieki wskutek aresztowania ich rodziców.
Głód, ciężka praca
fizyczna ponad siły, fatalne warunki sanitarne, brutalne i sadystyczne
traktowanie młodocianych więźniów powodowały wysoką śmiertelność.
Racje żywnościowe były głodowe. Na śniadanie podawano pajdkę
chleba i pół litra czarnej, gorzkiej ersatz – kawy, od
czasu do czasu posłodzonej sacharyną. Trzy razy w miesiącu dzieci
otrzymywały łyżkę marmolady buraczanej lub psującego się twarogu.
Mleka, mięsa, wędlin i tłuszczu nie było nigdy. Obiad stanowiło
¾ litra wodnistej zupy z brukwi, liści kapusty lub buraków
– zwykle bez ziemniaków – opowiada nauczycielka
historii, pani
Aleksandra Filipowicz, otwierając drzwi
Szkolnego Muzeum.
"Odebrano Wam życie, dziś dajemy Wam tylko pamięć"
Szkolne Muzeum powstało 9 maja 1971 roku jako
Izba Pamięci z inicjatywy ówczesnego dyrektora Stanisława
Jagiełły. W 2004 roku izba została przeniesiona, a 19 stycznia
2005 r., w 60. rocznicę wyzwolenia obozu przez Armię Czerwoną,
dokonano jej poświęcenia >
W uroczystości uczestniczyli byli więźniowie obozu. Apelowali
do uczniów, aby uczyli się upamiętniać historię. Obecny był
także wiceprezydent Łodzi
Mirosław Orzechowski. Pani
Będzińska-Wosik ze wzruszeniem wspomina tę podniosłą
chwilę:
Opowieści dorosłych już dzieci z obozu koncentracyjnego
przy ul. Przemysłowej chwytały za serce. To niewiarygodne,
że w warunkach urągających wszelkim zasadom sanitarnym, z dala
od rodziców i bliskich, najlepsze lata swojego dzieciństwa spędzały
w atmosferze strachu i nienawiści, w świecie zbrodni, poniewierania
ludzkiej godności, gdzie zewsząd czyhała śmierć.
Ta okrutna
i bezlitosna śmierć zabrała 12 tysięcy małych istnień, 12 tysięcy
polskich dzieci!
Wychowawcy z Litzmannstadt
Załoga obozu była dobrana z całą starannością.
Komendantem
od chwili utworzenia aż do wyzwolenia był szef policji kryminalnej
w Łodzi,
SS-Sturmbannfeuhrer Karl Erlich. Kierownikiem
obozu był
esesman Hans Heinrich Fuge. Ludźmi, którzy
przyczynili się do największej krzywdy więzionych dzieci byli
"wychowawcy".
W dzieje obozu krwawo wpisał się
Edward August. Był on tak okrutny, że esesmani powstrzymywali
go czasem od masakrowania dzieci. Z rozkoszą poddawał je
najwymyślniejszym torturom. Bił, kopał w najczulsze miejsca,
wpychał do skrzyń z piaskiem, topił w beczce z wodą, wieszał
za nogi na łańcuchu i opuszczał głową w dół do kanału z zużytymi
smarami samochodowymi, scyzorykiem wycinał genitalia, gasił
na ciałach więźniów papierosy. Wyrokiem Specjalnego
Sądu
Karnego w Łodzi został
skazany na karę śmierci.
Innym
oprawcą był
Teodor Busch. Nosił przy sobie
bat, jakim posługują się pogromcy dzikich zwierząt. Bił nim
z odległości, samym końcem. Doszedł do takiej perfekcji, że
upatrzoną ofiarę trafiał z odległości nawet w biegu. Został
rozpoznany i ujęty 23. czerwca 1945 roku. Uniknął jednak sprawiedliwego
wyroku, gdyż zmarł w więzieniu 5 lipca.
Sydomia Bayer lubowała się w wywlekaniu chorych dzieci
na śnieg i polewaniu ich zimną wodą, w wyniku czego ofiary
umierały. Nie miała litości nawet nad najmłodszymi więźniami.
Kazała je chłostać, bić, kopać, pozbawiała posiłków. Została
skazana na karę śmierci.
Eugenia Pol była równie okrutna i bezlitosna.
Biła
dzieci bykowcem, z którym nigdy się nie rozstawała. Jej
wynalazkiem było wkręcanie w brzuch rękojeści pejcza. W ten
sam sposób rozrywała chorym i bezbronnym więźniom rany. Swoim
ofiarom zaklejała usta plastrem, żeby nie było słychać krzyku,
gdy się nad nimi znęcała. Wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Łodzi,
w kwietniu 1974 r. została skazana na karę 25 lat pozbawienia
wolności.
*Serce - Dziecku*
Każdego roku, w Międzynarodowy Dzień Dziecka, punktualnie
o godzinie 12.00, przed pomnikiem "Pękniętego Serca"
odbywa się uroczystość wręczenia medali "Serce-Dziecku".
Ceremonia, objęta patronatem
prezydenta miasta Łodzi,
prowadzona jest przez dzieci ze
Szkoły Podstawowej nr 81.
Prowadzenie tej uroczystości było dla mnie wielkim zaszczytem.
To cudowne móc czynnie uczestniczyć w wydarzeniu upamiętniającym
martyrologię dzieci pomordowanych w tym obozie –
opowiada Ania.
Przyjeżdżają tu ludzie, którzy przeżyli więzienny
dramat i dzielą się z młodzieżą swymi koszmarnymi wspomnieniami.
Jestem dumna, że mogłam ich poznać i wdzięczna za to, że dzięki
nim dowiedziałam się prawdy o obozie, który znajdował się na
ziemi, na której się urodziłam i wychowuję. Każdy, nie tylko
łodzianin, powinien znać historię tego miejsca, aby móc oddać
godny szacunek tym, którzy zginęli oraz tym, którym dane było
przetrwać.
Członkowie
Koła Byłych Więźniów Hitlerowskiego Obozu Koncentracyjnego
Dla Dzieci i Młodzieży w Łodzi nie potrzebują zaproszenia.
Co rok, przyjeżdżają do Łodzi z całej Polski, aby oddać cześć
pomordowanym kolegom.
Nikt nigdy nie kryje łez i wzruszenia
nad tragicznym losem dzieci - podsumowuje pani Będzińska-Wosik,
która od wielu lat organizuje każdą imprezę pod pomnikiem „
Pękniętego
Serca”.
Medal „Serce-Dziecku” jest honorowym wyróżnieniem
przyznawanym ludziom dorosłym za szczególne osiągnięcia
w pracy z najmłodszymi i dla najmłodszych. Medale wręczane są
przez
Kapitułę Dziecięcą Stowarzyszenia Komitet Dziecka.
Do najsławniejszych osób, które zostały wyróżnione tym medalem
należą między innymi:
Jerzy Owsiak,
Janina Ochojska
i
Jolanta Kwaśniewska.
Każda uroczystość kończy się
występem artystycznym młodzieży z różnych szkół w Łodzi. Chcemy
w ten sposób pokazać wszystkim byłym więźniom obozu, żyjącym
i tym, którzy odeszli, że uczynimy wszystko, by wydarzenia z
tamtych lat ocalić od zapomnienia – obiecuje pani
dyrektor.
Tylko wtedy możemy mieć nadzieję, że koszmar lat
okupacji nie powróci, że już nigdy żadne dziecko nie zazna głodu
i rozpaczy.
To już tylko historia
Wolności doczekało około 800 – 900 więźniów, w
tym kilkadziesiąt dziewcząt z
filii obozu z Dzierżąznej k/Zgierza.
Wielu z nich było w stanie krańcowego wyczerpania. W momencie
wyzwolenia radość mieszała się z poczuciem zagubienia. 19 stycznia
1945 r. mieszkańcy Łodzi zastali w obozie prawie setkę dzieci,
które nie miały siły chodzić lub nie wiedziały, co ze sobą zrobić,
dokąd się udać. Trudno było nawiązać z wieloma kontakt.
Zabito
w nich zaufanie i miłość do dorosłego człowieka. Zgaszono na
zawsze uśmiech i radość wieku dziecięcego.
*
Minęło sześćdziesiąt lat od likwidacji obozu koncentracyjnego
dla dzieci i młodzieży przy ul. Przemysłowej w Łodzi. Wszelkie
ślady po nim zostały zatarte. Na jego terenie
powstało osiedle
mieszkaniowe i Park Szarych Szeregów, w którym ludzie przyjemnie
spędzają wolny czas. Młoda kobieta z dzieckiem w wózku wystawiająca
twarz do słońca, pan czytający książkę, chłopcy na rowerach
i dziewczyna o rudych włosach, która po chwili zadumy przed
pomnikiem "
Pękniętego Serca" idzie na spotkanie
ze znajomymi ze swojej "podstawówki".